Czy sport może nauczyć nas czegoś o marketingu?

EDUKACJA

partnerem merytorycznym działu jest
Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego

Czy sport może nauczyć nas czegoś o marketingu?

Dystans, koncentracja, adrenalina... czy uprawianie sportu można przełożyć na marketing? Co wspólnego ma zbijanie wagi przed zawodami i prezentacja przed klientem? Sprawdzamy czego dzięki jiu-jitsu, triathlonowi i sportom deskowym nauczyli się Paweł Kaczyński, Adam Przeździęk i Jacek Gadzinowski.

fot. Jacek Gadzinowski

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Tomasz Marszałł, Dyrektor Departamentu Marketingu w PKO Banku Polskim spytany o to, czym zajmuje się poza pracą przyznał, że mało jest wrażeń porównywalnych z eksploracją zatopionych wraków i emocji związanych z głębokim nurkowaniem. Zdobył większość uprawnień nurkowych w kluczowych federacjach, spędzając pod wodą blisko 1000 godzin. - Uważam, że zamiłowanie do morza i nurkowanie nauczyły mnie wytrwałości, pracy w zespole i niepoddawania się w trudnych chwilach. Mam dzięki temu świadomość, że ambitne cele można osiągać wyłącznie ciężką, konsekwentną pracą w dobrym zespole - podsumował dyrektor marketingu najstarszego polskiego banku.

- Marketing jest jak surfing, łapiesz falę i powtarzasz na niej tyle cykli i trików, ile jesteś w stanie. Po latach treningu nawet z niewielkiej fali można wycisnąć sporo i dobrze się przy tym bawić ;) - powiedział Tomasz Michalik, Dyrektor Kreatywny agencji Insignia.

Brazylijskie jiu-jitsu

O tym, jaką wartość osoby zajmujące się marketingiem mogą wyciągnąć z brazylijskiego jiu-jitsu (bjj) opowiada Paweł Kaczyński, autor bloga PKaczynski.pl, który pracował w agencji reklamowej Ogilvy oraz w dziale marketingu Procter&Gamble, obecnie tworzy własne marki: klub brazylijskiego jiu-jitsu Chaos Gold Team i markę odzieżową Black Monkey, a brazylijskie jiu-jitsu trenuje od 2001 roku:

"Marketing" to pojęcie zawierające w sobie wszystko: od sprzedaży, poprzez artystyczną kreację, nowoczesne technologie, aż na planowaniu mediów kończąc. Z tego względu najuczciwiej będzie, jeśli podzielę się tym, co brazylijskie jiu-jitsu dało mnie.

1. Szybkość decyzyjna - w trakcie walki mamy naprawdę bardzo niewiele czasu na wybór. Zazwyczaj wszystko dzieje się tak szybko, że potem nie pamiętamy nawet jak wyglądała walka. Decyzja o tym, jak zachować się w konkretnej sytuacji, zazwyczaj nie jest podejmowana podczas walki, lecz w trakcie wielokrotnych powtórzeń techniki i doświadczeń wyniesionych ze sparingów. W trakcie pojedynku robi się to, co działało na sparingach. Mnie takie podejście sprawdziło się także po marketingowej stronie. Czasu na analizę poświęcam tylko tyle, ile jest to absolutnie niezbędne. Następnie testuję po kolei wszystkie pomysły. Rozwijam ten, który działa. Najbardziej utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy podjąłem decyzję o wyjeździe na Cannes Lions w chwilę po przeczytaniu na Facebooku posta zdobywczyni Srebrnego Lwa z poprzedniego roku. Po 15 minutach miałem bilety i zarezerwowany hotel - jedna z najbardziej trafionych decyzji.

2. Brak strachu - lub tak naprawdę brak czasu na myślenie :-) Niemniej dzięki BJJ zyskałem całkowicie inną perspektywę do wielu innych rzeczy. Możliwość, że urażę konsumentów odważną kampanią, nie była dla mnie ani trochę straszna, w porównaniu choćby z uduszeniem do nieprzytomności przez mojego trenera. A to i tak najłagodniejsza z historii z maty i jedyna, o której opowiem publicznie :-)

3. Konsekwencja w realizacji celu - kiedy w trakcie walki decyduję się iść po poddanie np. przez dźwignię na rękę, jest to droga w jedną stronę. Nie mam możliwości powrotu i ponownego myślenia: "a w sumie to może zrobiłbym coś innego?". Zazwyczaj atakując, osłabiamy obronę. Muszę mieć zatem pewność, że w atak włożyłem 100%. Czyż to nie jest podobne do tego, co mówi się o strategii przedsiębiorstw? "Nie ważne czy została wybrana najlepsza możliwa strategia, ważne czy pracownicy wierzą, że to jest najlepsza możliwa strategia i czy dają z siebie maksimum, by ją zrealizować". Jeśli na początku zdecydowałem się iść w jakąś stronę z moją marką, musi wydarzyć się coś naprawdę ważnego, żeby zawrócić mnie z tego kierunku. Mówię sobie: "rób, rób, rób, aż będzie zrobione".

4. Weryfikowalność - kocham brazylijskie jiu-jitsu, ponieważ jest łatwo sprawdzalne. Nie ma tutaj miejsca na dywagacje wyższości jednej techniki nad inną. Jeżeli potrafisz to zastosować w walce i dla Ciebie jest skuteczne, to znaczy, że jest skuteczne. Uważam, że w momencie rozmów z różnymi przedstawicielami marketingu łatwo zatracić odpowiednie odniesienie. Zaczynają się dyskusje o trendach, kliknięciach, odsłonach, zasięgach, świadomościach (nierzadko odmiennych jej stanach), a wystarczy zadać tu dwa bardzo proste pytania: Czy koniec końców to działanie zarobi pieniądze dla mojej firmy? Parafrazując: "Czy ktoś już testował tę technikę i mu wyszła?". Podobnie jest z autorytetami. W brazylijskim jiu-jitsu bardzo łatwo sprawdzić, czy ktoś coś potrafi - wystarczy z nim zawalczyć. Tej samej rzeczy staram się wymagać słuchając osób uchodzących za ekspertów marketingu, weryfikować czy dużo wiedzą, czy po prostu dużo mówią, a na ich wiedzy nie skorzystam.

5. Szukanie rozwiązań, nie wymówek - ile razy słyszałeś: "nie działa, bo klienci nie rozumieją/nie doceniają", "nic się z tym nie da zrobić", "opóźnienie wynika z... (wstaw tu dowolny ciąg wyrazów), "to musi być takie drogie", itp. Brazylijskie jiu-jitsu z całą pewnością nauczyło mnie: “szukaj rozwiązania w tej sekundzie”. Walka za chwilę się skończy, a Ty przegrasz, jeśli nie znajdziesz rozwiązania. Tak jak nie ma technik absolutnych, tak nie ma sytuacji całkowicie patowych.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij