W niedzielę 16 sierpnia Ford Pro Polska opublikował na X zdjęcie niebieskiego Forda Rangera stojącego na drodze z Giewontem w tle. Podpis ograniczał się do „Dzień dobry 😁”. Kilka godzin później samochód przestał być głównym tematem publikacji. Użytkownicy zwrócili uwagę, że na szczycie trudno dostrzec charakterystyczny krzyż.
Nie ma potwierdzenia, że materiał był elementem płatnej kampanii. Był to post na oficjalnym profilu marki, choć część mediów zaczęła określać go jako „reklamę Forda”.
Zobacz również
Dzień dobry😁 pic.twitter.com/JekmyLsTMa— Ford Pro Polska (@FordDostawcze) August 16, 2026
„Dlaczego usunęliście krzyż?”
Pierwsze komentarze nie dotyczyły jakości zdjęcia ani perspektywy, lecz domniemanej ingerencji w fotografię.
Paweł Rybicki zapytał markę: „A dlaczego usunęliście krzyż z Giewontu?”. Cezary Krysztopa, redaktor naczelny Tysol.pl, pisał: „Macie jakiś problem z Krzyżem na Giewoncie?”, a Cezary Gmyz pytał, gdzie zaginął krzyż.
Whitney Houston jako Barbie. Mattel zrealizował pomysł, który powstał ponad 20 lat temu
W dyskusji szybko pojawiły się również deklaracje konsumenckie. Niektórzy użytkownicy zapowiadali, że nie kupią już samochodu Forda. Jeden z komentujących, przedstawiający się jako właściciel auta tej marki, pisał, że po dwóch latach użytkowania następnego Forda już nie wybierze.
Słuchaj podcastu NowyMarketing
Inni wprost namawiali do bojkotu. W jednym z szeroko rozpowszechnianych wpisów pojawiło się stwierdzenie, że Ford pokazuje Polakom Giewont „z usuniętym Krzyżem”, zakończone sugestią, że odbiorcy „wiedzą, co z tym zrobić”.
Janusz Kowalski poszedł jeszcze dalej. Poseł napisał: „Nigdy nie kupię Forda. Bezczelność. Antypolska reklama”. Jego wpis został później usunięty.
Krytyka dostała tym samym wyraźnie polityczny i światopoglądowy wymiar. Nie chodziło już tylko o pytanie, czy zdjęcie było retuszowane, ale o przypisywanie marce konkretnych intencji.
Magierowski odpowiada Fordowi banknotami
Do dyskusji dołączył również Marek Magierowski, były ambasador Polski w Izraelu i Stanach Zjednoczonych. Napisał, że chętnie kupiłby widocznego na zdjęciu Rangera, ale zapłaciłby za niego własnoręcznie wydrukowanymi banknotami z napisem „In God We Trust”.
To właśnie jego wpis sprowokował jedną z najbardziej rozbudowanych odpowiedzi Forda.
Marka wcześniej odpowiadała użytkownikom krótko: „Ale ten krzyż tam jest”. W rozmowie z Magierowskim zapewniła już jednoznacznie, że nikt niczego ze zdjęcia nie usuwał, a słaba widoczność konstrukcji wynika z warunków, w których wykonano fotografię.
Odpowiedź kończyła się zdaniem: „Krzyż był, jest i będzie”.

Ford nie przeprosił, nie usunął zdjęcia i nie wydał osobnego komunikatu kryzysowego. Administrator profilu odpowiadał bezpośrednio osobom zarzucającym marce retusz, trzymając się jednego stanowiska: krzyż znajduje się na zdjęciu i nie został cyfrowo usunięty.
Krytyka zaczyna się cofać
Magierowski po odpowiedzi Forda zmienił stanowisko. Ocenił reakcję firmy jako „honorową i elegancką”, napisał, że pozostaje mu zaufać wyjaśnieniu marki, i usunął wcześniejszy wpis.
Zniknęła również publikacja Janusza Kowalskiego. W jego przypadku nie pojawiła się jednak równie wyraźna deklaracja, że przyjmuje argumentację Forda.
Równolegle użytkownicy zaczęli powiększać oryginalne zdjęcie. W miejscu, w którym stoi krzyż, wskazywali słabo widoczny, rozmyty zarys konstrukcji. Dyskusja zaczęła więc przesuwać się z pytania o intencje marki w stronę fotografii: odległości, ostrości, rozdzielczości i światła.
Czy krzyż rzeczywiście mógł „zniknąć”?
Krzyż na Wielkim Giewoncie stoi od 1901 roku. Według danych Tatrzańskiego Parku Narodowego konstrukcja ma 17,5 metra wysokości, z czego 2,5 metra znajduje się w skale. Ramię poprzeczne mierzy 5,5 metra.
Duże liczby mogą być jednak mylące w kontekście zdjęcia wykonanego z dużej odległości. W szerokim kadrze konstrukcja zajmuje niewielką część obrazu, a jej ażurowa forma dodatkowo utrudnia widoczność.
Najbardziej szczegółową próbę odtworzenia efektu przeprowadził Arkadiusz Dziermański z Zero.pl. Wykonał własne fotografie Giewontu przy różnych ustawieniach. Gdy ostrość była ustawiona na bliższy obiekt, niewielkie szczegóły na odległym szczycie stawały się mocno rozmyte lub praktycznie niewidoczne.
Nie jest to analiza oryginalnego pliku Forda i sama w sobie nie rozstrzyga historii jego obróbki. Pokazuje jednak, że efekt podobny do tego z posta marki można uzyskać bez usuwania krzyża w programie graficznym.
Do poniedziałkowego popołudnia nie przedstawiono wiarygodnego dowodu, że Ford cyfrowo wyretuszował konstrukcję. Sama marka konsekwentnie temu zaprzeczała.
Giewont bez krzyża już wcześniej wywoływał spory
Obecna historia nie jest pierwszym przypadkiem, gdy sposób pokazania Giewontu uruchomił podobne reakcje.
W 2014 roku kontrowersje wywołał film promujący Polskę za granicą „Polska. Where the unbelievable happens”. W animowanym materiale Giewont został pokazany bez krzyża. Protestowali politycy i przedstawiciele Podhala, a sprawą zajmowały się ogólnopolskie media.
W tym samym roku spór wywołała również okładka magazynu „Welcome to Cracow & Małopolska”, na której krzyża nie było widać. Wydawca przeprosił później za publikację i tłumaczył ją niedopatrzeniem oraz wykorzystaniem zdjęcia otrzymanego od agencji.
W przypadku Forda sytuacja jest inna: firma nie przyznaje, że na fotografii czegokolwiek brakuje, a dostępne analizy wskazują, że słaba widoczność konstrukcji może wynikać z parametrów samego zdjęcia.
Do popołudnia 17 sierpnia bilans sprawy był więc następujący: zwykły post Forda wywołał oskarżenia o usunięcie symbolu religijnego, wezwania do bojkotu i reakcje kilku rozpoznawalnych polityków oraz publicystów. Ford zaprzeczył retuszowi. Część krytyków usunęła swoje wpisy, Magierowski zrobił to po publicznym przyjęciu wyjaśnień marki, a eksperymenty fotograficzne pokazały, że niemal niewidoczny krzyż nie musi oznaczać cyfrowej ingerencji.
Sam post pozostał na profilu Ford Pro Polska, razem z odpowiedzią, która stała się najczęściej cytowanym zdaniem całej sprawy: „Krzyż był, jest i będzie”.