Pszczoły z supermarketu

Pszczoły z supermarketu

„Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia”. Albertowi Einsteinowi przypisuje się autorstwo tych słów, ale z woskową świecą szukać potwierdzenia tej sentencji w źródłach. Brak też badań udowadniających taką tezę.

A co na to twarde dane?

Spróbujmy przyjrzeć się sytuacji pszczół na naszym podwórku oraz w perspektywie globalnej. W 2015 roku Greenpeace, w samej Polsce, oszacował wartość zapylania upraw rolniczych przez pszczoły na 4,1 miliarda złotych. Pszczoły miodne są odpowiedzialne za zapylanie około 1/3 gatunków roślin – w tym większość tych pysznych. 

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Globalnie natomiast, według różnych źródeł, pszczoły mają związek z zapylaniem nawet 70-90% wszystkich gatunków roślin, a roczna wartość ich pracy przekracza 200 miliardów dolarów. Sporo, jak na tak małego owada. Do tego dochodzi cały przemysł związany z miodem, woskiem, pyłkiem, kitem oraz jadem pszczelim. Cyfry mocno stoją za pszczołami.

Pszczoły są ważne

Zapotrzebowanie na pszczele usługi jest tak duże, że przemysł może wchłonąć każde ilości, jakimi dysponują hodowcy. Pomimo, wydawałoby się dobrych warunków dla rozkwitu pszczelich rodzin, nie dzieje się najlepiej. Od 2006 roku na świecie zaczęto obserwować niepokojące zjawisko „znikania pszczół”, w skutek którego niektórzy pszczelarze stracili nawet 90% swoich rojów. CCD (Colony Colaps Disorder – tzw. zespół masowego ginięcia pszczoły miodnej), jest obecnie uznawany za największe zagrożenie dla pszczół miodnych. Nie ma zidentyfikowanych jednoznacznych przyczyn tego zjawiska, dlatego też nikt nie chce brać odpowiedzialności za ten stan rzeczy. Zjawisko jest bardzo niepokojące. W jego efekcie pszczoły tracą orientację i nie potrafią wrócić do domu. Finalnie, w gnieździe pozostaje garstka pszczół, które nie są w stanie utrzymać całego roju przy życiu.

Na szczęście jesteśmy coraz bardziej świadomi wagi pracy tych owadów. Na odnotowanie zasługuje fakt, że w ostatnich tygodniach pszczoły oficjalnie zostały uznane za najważniejsze organizmy żywe na naszej planecie. To bardzo dobra wiadomość. Miejmy nadzieję, że za deklaracjami pójdą konkretne rozwiązania prawne, związane np. z ograniczeniem lub całkowitym zakazem stosowania niektórych środków ochrony roślin, wskazywanych jako główne czynniki powodujące CCD. Wśród innych znajdują się: urbanizacja, zmiany klimatyczne i zanieczyszczenie elektromagnetyczne. 

Mimo wprowadzanych programów edukacyjnych w szkołach czy akcji informacyjnych w mediach na temat sytuacji pszczół, wiedza przeciętnego człowieka niestety często ogranicza się do stwierdzenia: Słyszałem, że z pszczołami coś źle. To ważne, by wiedza na ten temat docierała do jak największej liczby osób, bo gdy wokół głowy zaczyna latać coś brzęczącego – pszczoły trafiają do jednego worka z osami, szerszeniami, trzmielami, bąkami, większymi muchami i wszystkim co bzyczy i gryzie. Dlaczego? Bo za umieraniem pszczół miodnych stoją także ciche tragedie innych zapylaczy, którzy nie są tak opłacalni w hodowli. Żyją samotnie, nie dają miodu, ale poprzez swoje funkcjonowanie w naturze robią kawał dobrej roboty. O ich los również należy się martwić. Pszczoły bowiem można przenieść z jednej uprawy na inną, ale dzikie owady do życia potrzebują większej bioróżnorodności. Miejmy nadzieję, że puchate pszczoły będą ambasadorkami tych mniej fotogenicznych członków rodziny.

Co robi pszczoła w świecie marki?

Dobrze, że problem zaczęły dostrzegać również marki – prowadząc działania głównie informacyjno-edukacyjne na temat sytuacji pszczół. Owszem, jest to doskonały sposób na ocieplenie własnego wizerunku, ale jestem absolutnie za, bo dzięki tym działaniom komunikat o sytuacji małych kosmatych owadów trafia szeroko. Mam tylko nadzieję, że zaangażowanie marek przyniesie realne korzyści również pszczołom i innym zapylaczom, co w efekcie polepszy ich los.

Ule w przestrzeni miejskiej

Wiele firm i budynków użyteczności publicznej zainstalowało ule na swoich dachach i elewacjach sprawiając, że pszczołom w miastach wiedzie się całkiem dobrze, a nawet lepiej niż na wsiach, gdzie dominują monokulturowe uprawy i opryski. Miejskie pasieki powstały choćby na budynku urzędu miasta w Gdyni, na krakowskiej AGH (ta ma też funkcje badawcze), posiada je także fabryka E.Wedel w Warszawie. Natomiast miodu z logo Ferrari można spróbować prosto z dachu katowickiego salonu tej marki. Warto odnotować, że dworzec kolejowy we Wrocławiu do końca listopada tego roku rozstrzyga konkurs na designerskie ule, które staną na jego tarasie. 

Zainteresowanie pasiekami w miastach rośnie już od lat 80.

Pszczoła w Polsce i na świecie

Greenpeace prowadzi od siedmiu lat znaną akcję „Adoptuj pszczołę”. Ma ona na celu uczynienie naszego kraju trochę bardziej przyjaznym zapylaczom. Na świecie jest także wiele innych inicjatyw, które – miejmy nadzieję – postawią pszczoły i ich problemy w świetle reflektorów.

Szwedzki oddział McDonalds zbudował ul w kształcie swojej restauracji (McHive), nie pomijając żadnych szczegółów architektonicznych, łącznie z drewnianymi panelami. Na szerszą skalę chce wzbogacać otoczenie swoich lokali o kwietne łąki.

To nie jedyne działanie realizowane przez McDonalds w Szwecji. W tym roku marka przebudowała setki billboardów na hotele dla owadów zapylaczy. 

W USA i Kanadzie w 2017 r. producent płatków Cheerios usunął swoją maskotkę BuzzBee’ego z opakowań, by zwrócić uwagę na los pszczół. Za akcją poszła także dotacja w wysokości 4 milionów dolarów na walkę o bioróżnorodność środowiska dla owadów zapylających. 

 

W holenderskim Utrechcie, miasto wyposażyło w kwietne łąki 316 wiat przystankowych. Miłe dla oka, użyteczne dla owadów. Może warto w przyszłości nie betonować wszystkiego na potęgę i projektować takie właśnie łąki?

Słodko-gorzka była – już dość leciwa – kampania w Londynie na temat umierających pszczół, która z dużą dozą czarnego humoru obrazowała realny problem martwymi pszczołami.

Influencerzy w trosce o małe owady

Nie tylko marki, ale także celebryci włączają się w różnego rodzaju akcje ratowania pszczół, czego przykłady można znaleźć zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Morgan Freeman – aktor, reżyser i filantrop, a teraz także pszczelarz, bo swoje, ponad 30-hektarowe ranczo zasiedlił pszczołami, nie ma zamiaru zabierać im miodu – mają po prostu żyć w spokoju.

A może by tak zaangażować pszczołę?

W końcu doczekaliśmy też momentu, w którym to pszczoła stała się celebrytą. B. ma już ponad 140 tysięcy obserwujących na Instagramie. Mocno kibicuję temu projektowi, bo content jest bardzo dobrej jakości i pszczoły mają w końcu swojego „człowieka” w sieci.

Bardzo ciekawą inicjatywę, która – obawiam się – nie odniesie wielkiego komercyjnego sukcesu, ale jest idealnym generatorem branżowych nagród, stworzyła agencja Saatchi&Saatchi. Założenia są świetne – papier przyciągający pszczoły nadrukowanym wzorem z farby UV nasączonym glukozą. Pszczoły mogą się na nim posilić w długiej drodze po nektar i pyłek. Dodatkowo, są w niego wprasowane nasiona roślin miododajnych. A teraz najciekawsze: gdy papier się rozłoży, wyrosną z niego rośliny dla pszczół! W każdym aspekcie świetna sprawa. Wydaje się jednak, że pewne rozwiązania da się wprowadzić taniej, prościej, czyściej. Może bez takiego efektu „wow”, ale za to z bardziej namacalną korzyścią.

Na koniec projekt, który powinien najbardziej trafić do młodszej grupy obrońców pszczelego losu. Bee symulator warszawskiego studia Varsav będzie miał – prócz możliwości pobicia się z osą, zbierania pyłku i ścigania się z innymi pszczołami – walory edukacyjne. Mieliśmy już m.in. symulator kozy czy kromki chleba – teraz przyszła pora na pszczoły. Będzie można pograć w co-opie – w prawdziwie pszczeli sposób. Trzymam kciuki, by wyszło z tego coś wartego uwagi. Chętnie sprawdzę.

Pszczoły są w końcu sexy…

I już naprawdę na koniec. Nie można zapomnieć o akcji #BeeSexual. Popularny serwis z filmami tylko dla dorosłych stworzył specjalną zakładkę z klipami o pszczołach, gdzie głosy pod baraszkujące wśród kwiatów owady, podkładają prawdziwi aktorzy porno. Wreszcie można z dumą prezentować Pornhuba w historii przeglądarki, bo za każde obejrzenie filmu serwis przekaże datek na organizacje chroniące pszczoły!

Komercją w komercję

Eksploatujemy pszczoły na skalę masową i sami stworzyliśmy im większość problemów, przed którymi teraz próbujemy je ratować. Gromadzenie prawie 100% populacji komercyjnie hodowanych pszczół z całych Stanów Zjednoczonych tylko na okres zapylania drzew migdałowych w Kalifornii, jest największym na świecie zgromadzeniem pszczół (ponad 2 miliony uli) i największym na świecie wymiennikiem pasożytów i chorób wśród pszczelej społeczności. Jednak znaczenie gospodarcze takiego ruchu jest zbyt duże, by mogło nas to powstrzymać.

Czy pszczoły miodne wyginą? 

Raczej nie. Są nam za bardzo potrzebne i za dużo w nie inwestujemy, by do tego dopuścić. Los innych zapylaczy stoi jednak pod sporym znakiem zapytania. Co  możemy dla nich zrobić? Posiej kwiaty, wystaw spodek z wodą, zbuduj hotel dla dzikich pszczół (wystarczy kawałek drewna i wiertarka), czynnie włącz się w ochronę zapylaczy… I po prostu bądź po stronie pszczół. 

Czas zrobić kawę i wracać do pracy? Pamiętaj – bez pszczół kawy też nie będzie. Niech to będzie dla Ciebie motywacją.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij