Top najgorszych reklam według polskich marketerów

Top najgorszych reklam według polskich marketerów

Z okazji tegorocznych walentynek poprosiliśmy osoby związane z reklamą i marketingiem o wskazanie jednej reklamy, której szczerze nienawidzą. Jakie kreacje znalazły się w naszym zestawieniu?

>>> „Jedz ostrożnie” – kontrowersyjna kampania AMS dzieli odbiorców [opinie]
>>>Trendy 2019 wg ekspertów The Chartered Institute of Marketing
>>> Podsumowanie roku 2018
>>> Piwo na bazie bakterii z waginy – marketingowy eksperyment czy przepis na sukces? [opinie]
>>> Zmiana komunikacji marki Gillette – dlaczego reklama „The Best Men Can Be” rozjuszyła mężczyzn? [opinie]
>>> Asystent Google po polsku zrewolucjonizuje marketing? [opinie]
>>> Partia „Wiosna” Roberta Biedronia okiem specjalistów od marketingu politycznego [opinie]
>>> Majka Lipiak (Leżę i Pracuję): Jako zespół czujemy, że to w czym możemy być najlepsi to odczarowywanie niepełnosprawności
>>>> Stowarzyszenie Twoja Sprawa wygrało kolejny proces z producentem Devil Energy Drink
>>> Chrzanić to, co było…, czyli grzechy polskiej reklamy
>>> Jedna, jedyna... moja ukochana reklama

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Bartosz Gąsiorowski
strategy director w oS3

To nie jest zła reklama, pod pewnymi względami nawet bardzo dobra. Ale efekty uboczne od jej nadmiaru spowodowały, że pierwsza przychodzi mi na myśl.

Kuba Janicki
creative director, Opus B

Żeby nie było, że jestem taki łatwy i polecę na każdą reklamę z psem. W jamnikach Heinza jest spontaniczna radość wygłupu, a w tym ckliwym barachle nieznośna tona najgorszego hollywoodzkiego wyrachowania, czyste zło oraz szatani. Mdli mnie na samą myśl.

Marcin Kalkhoff
twórca marketingowej kancelarii audytorskiej BrandAuditors, alter ego branddoctor.pl, tata tulsie.pl

No i jest kłopot. Bo nie mam takich znienawidzonych, tylko takie, które są kuriozalne. I tu oczywiście pojawia się cały panteon produkcji bez pomysłu, z fatalnymi zdjęciami, złym językiem. W tej kategorii są też takie, które pokazuję jako przykład, jak nie należy produkować reklam, czy jak można zepsuć dobry pomysł strategiczny. Są to np. słynne już buciki Bartek, od których zachodzi się w ciążę.

Bądźmy sprawiedliwi, nie tylko nasz rodzimy rynek reklamowy potrafi takie rzeczy wyprodukować. Robią to też wielkie agencje dla wielkich marek. O, np. zerknijmy na zjawisko osobliwe, budzące zdumienie swą dziwacznością, czyli spot Skittles.

Miłego (lub nie) oglądania! :)

Karolina Kałużna
co-founder/creative w Przestrzeń

Nie ma reklam, których nienawidzę. Niestety, bo po ponad 10 latach pracy w branży umiem sobie wyobrazić, dlaczego coś powstało takie, nie inne. To nie pomaga, by szczerze nienawidzić. Niemniej, jako kobieta nie lubię reklam, które traktują kobiety jak mięso – od wszystkich billboardów dachówek z wylegującymi się na nich paniami w bikini po szczucie cycem przy byle okazji.

Nie załączam linków, bo i po co? :)

Jacek Kotarbiński
ekonomista, autor bloga kotarbinski.com

Pojęcie „złej reklamy" jest bardzo pojemne. Coś może nam się nie podobać, ale to nie znaczy, że reklama jest zła. Niemniej dla mnie wyjątkowo złym pomysłem była Ewelina Lisowska i reklama Media Expert „Włączamy niskie ceny”. Była tak agresywna i często emitowana, że wywołała protesty odbiorców. To najczęściej się zdarza, gdy reklama szokuje i wywołuje kontrowersje. Tutaj agresja swoistej „propagandy cenowej” spowodowała negatywne reakcje. Reklama stała się moim symbolem swoistego obciachu, gdzie po prostu nie było pomysłu na kreatywną big idea z udziałem piosenkarki.

Mateusz Książek i Marta Samsonov
agencja Must Be Loud

Nothing Beats the Londoner

No właśnie. Nawet gdybyśmy mieli taki pomysł, to nad Wisłą trudno byłoby go w ten sposób zrealizować. Nie mamy takich influencerów, a Warszawa to nie Londyn. Trochę nas to irytuje.

Piotr Krzysztofik
art director w IMAGINE

W kontraście do Kenzo – bardzo chciałbym to odzobaczyć. Wszystko tu poszło nie tak i nie jest to kwestia budżetu. Potrzebna natychmiastowa terapia „Brunetem wieczorową porą", żeby zatrzeć w pamięci tę rolę Kowalewskiego. Idealne na majonezowy odwyk na długie miesiące.

Tycjan Lewandowski
brand director Tyskie & Żubr

Są reklamy, które są neutralne dla marek, są takie które wznoszą je na wyższy poziom, ale są też takie, które je pogrążają. Reklama Corneliusa należy zdecydowanie do tej ostatniej kategorii…

Dariusz Maciołek
managing director, BGŻ BNP Paribas

W przypadku reklam znienawidzonych to myślę, że wystarczy włączyć telewizor lub radio i stosunkowo łatwo na taką się natknąć i dostać np. suchoty... Dla mnie jednak taka najbardziej zapamiętana to chyba jednak „Włączamy niskie ceny” Media Expert. Polecam 10 godzin tej reklamy.

Marcin Maj
co-owner H2O Creative

Euro RTV AGD, Media Expert – absolutnie wszystkie reklamy radiowe i telewizyjne. Irytujące, nachalne i bezużyteczne. Tak inwazyjna forma marketingu powinna zostać zdelegalizowana i trzeba o tym zacząć poważnie rozmawiać.

Katarzyna Makowska
marketing manager Burger King CEE

W kontekście reklam, które nie skradły mojego serca (z przymrużeniem oka dla polskiej sceny marketingowej) to LoanMe i świąteczne kotki. To taka bagatelizacja tematu zaciągania pożyczek finansowych i lekki cios poniżej pasa. Oczywiście, taka forma wybiła się w bloku reklamowym, jednak zamiast bazować na głębokich insightach i edukować, zasypała nas kotami z internetowych memów. Sporo to mówi o postrzeganiu grupy docelowej. No ale, jakby nie patrzeć – zapamiętałam, więc chyba działa.

Łukasz Mędrysa
social media specialist z Advertising is Exciting

Spot Lidla to czyste zło, które stanowi doskonały miks chwytliwej melodii, dosłownie wgryzającej się w mózg już po pierwszym kontakcie, oraz łatwego do zapamiętania tekstu. A intensywność nadawania reklamy, zwłaszcza przed weekendem z niedzielą bez handlu jest tak duża, że nie ma szans nie wpaść w jej sidła. Wystarczy jeden blok reklamowy ze spotem, by kilka chwil później, ze zdziwieniem móc przyłapać się na podśpiewywaniu tego, na czym Lidlowi najbardziej zależało: „kup więcej, kup więcej”. Cóż… Cel osiągnięty.

Daniel Naborowski
CEO, co-founder TOFU Studio 

Nie znoszę reklam, które traktują odbiorców w taki sposób. Nawet gdybym był, cytując inną reklamę tego samego podmiotu, „w lesie z forsą”, to w życiu bym do nich nie zadzwonił.

Rozumiem target i wytyczne, ale wymagajmy od siebie wzajemnie po prostu choć trochę więcej.

Jolanta Piela
prezes Good Division

Wszystkie reklamy, które próbują zrobić z odbiorców idiotów, albo dzięki konsekwentnej, wieloletniej, spójnej strategii już częściowo udało im się ten efekt osiągnąć. Najbardziej nie cierpię wilka w owczej skórze, podszytego troską o tych najbardziej bezbronnych konsumentów. W szczególności reklam produktów dla dzieci, które są sprzedawane jako pełnowartościowy posiłek dla najmłodszych. Na przykład serek homogenizowany z syropem glukozowo-fruktozowym, sprzedawany jest jako doskonałe źródło białka i wapnia dla dzieci, a wystarczy przeczytać skład, żeby zorientować się, że potencjał odżywczy tego produktu jest praktycznie żaden, a jedynym efektem jest budowanie rozchwianej gospodarki insulinowej u dzieciaków od najmłodszych lat.

Kolejnym szatanem są wynalazki koncernów farmaceutycznych, które zamiast zwalczać przyczynę dolegliwości – proponują zatuszować jej objawy i kontynuować niezdrowe praktyki. Świetny przykład to leki na wątrobę jednego ze znanych koncernów, dzięki którym nadal możesz jeść poczwórną porcję bekonu. Gratulacje.

Tomek Soluch
dyrektor kreatywny, MOSQI.TO

Większość polskich reklam farmaceutycznych. Niezmiennie od lat wywołują nieprzyjemny dreszcz (i nie jest to objaw jednostki chorobowej). Bez względu na to, czy mowa o: małym apetycie, zespole niespokojnych nóg, zespole jelita drażliwego, czy magnezowych lizaczkach, w jednej chwili powraca wspomnienie Żanet Kalety i ma człowiek ochotę zapłakać, nie tylko nad branżą, ale i sposobami torowania ludzkości.

Nie dość, że skutecznie wytresowaliśmy społeczeństwo lekomanów i hipochondryków (chlubne 2. miejsce na świecie, tuż po Meksyku, w kategorii konsumpcja preparatów OTC), to jeszcze zrobiliśmy to w sposób zupełnie niewyrafinowany. A przecież METAFEN pokazał, że można inaczej.

Michał Szczepański
strategist Cape Morris

Pojedyncza strona internetowa z milionem pikseli, po $1 za sztukę. Nienawidzę tej reklamy (kampanii? działania? projektu?) za prostotę, która po dziś dzień generuje niecałe 200 000 wizyt miesięcznie, a została stworzona (uwaga) w 2005 roku. Strzał w 10-tkę. Za milion. W ciągu dalszym wisi na niej baner The Times. I działa.

The Milion Dollar Homepage

Paweł Tkaczyk
wszechojciec MIDEA

Znienawidzona reklama? Nie lubię prostego myślenia o konsumentach, którzy są głupi i dadzą sobie wcisnąć wszystko. Odwrotnością „1984” (a jednocześnie – o ironio! – nieudaną próbą odniesienia się do niej) była reklama Pepsi z Kendall Jenner. Sama obecność gwiazdy social mediów nie wystarczyła, żeby pociągnąć młodych ludzi za… nieistniejącą i miałką ideologią. Duży minus.

Przedstawione opinie specjalistów są niezależne od stanowiska redakcji.

A jaka jest Twoja najbardziej znienawidzona reklam? Chcesz dołączyć do zestawienia? Napisz do nas: redakcja@nowymarketing.pl

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij